Przez pięć lat nosiłam ponad dziesięć kilogramów, których moje ciało nie chciało puścić.
Przez lata byłam przekonana, że wiem, dlaczego później zniknęły. Myślałam, że to efekt większej aktywności, pracy, ruchu i spalania większej liczby kalorii.

Dzisiaj patrzę na tę historię zupełnie inaczej.
I właśnie o tym opowiadam w 2. odcinku serii „Czytam książkę”, w której po raz pierwszy dzielę się z Wami fragmentami mojego powstającego tomu „Bogini Szczęśliwego Ciała”.
A wszystko zaczęło się w 1985 roku
W tym roku zostałam mamą.
Patrzyłam przez szybę na swoją nowo narodzoną córeczkę. Po cesarskim cięciu przez kilka dni nie mogłam jej nawet wziąć na ręce.
Kiedy w końcu mogłam ją przytulić, dowiedziałam się, że jest chora i została przeniesiona na oddział dziecięcy.
Przez miesiąc codziennie dojeżdżałam do szpitala.
Sama.
Po tym czasie zostało ze mną ponad dziesięć kilogramów, których przez następne pięć lat nie mogłam się pozbyć.
Wtedy oczywiście nie myślałam o tym w ten sposób.
Myślałam, że po prostu „tak już mam”.
Potem wydarzyło się coś jeszcze
W 1989 roku mój jedenastomiesięczny synek poparzył się.
Znów pojawiło się poczucie winy.
„Jak mogłam go nie przypilnować?”
Znów szpital. Znów samotne dojeżdżanie. Znów przekonanie, że to ja muszę wszystko unieść.
I wtedy zaczęłam rozumieć coś, czego wcześniej nie widziałam.
Te dziesięć kilogramów nie było tylko historią o jedzeniu.
W mojej historii waga zaczęła być związana z tym, co przeżywałam jako kobieta, żona i matka.
Z samotnością.
Z poczuciem winy.
Z przekonaniem, że muszę wszystko udźwignąć sama.
A potem… ciało puściło
Kilka lat później zaczęłam pracować.
Zaczęłam zarabiać własne pieniądze. Miałam więcej ruchu, ale przede wszystkim zaczęłam czuć, że robię coś dla siebie.
Nie byłam wtedy wyłącznie matką, żoną czy córką.
Zaczęłam być Barbarą.
I pojawiło się coś jeszcze: wsparcie.
Rodzice pomagali mi przy dzieciach. Pomagali również w pracy. Po raz pierwszy naprawdę poczułam, że nie jestem sama.
A moja mama zaczęła aprobować to, co robię.
Ta sama mama, przy której przez dzieciństwo czułam, że nie jestem wystarczająca.
I wtedy moje ciało zaczęło puszczać wagę.
Przypadek?
Przez 36 lat byłam przekonana, że znam odpowiedź.
Dzisiaj widzę tę historię inaczej.
Nie chodziło wyłącznie o to, ile kalorii spalałam.
Chodziło o to, co zmieniło się w moim życiu i co zaczęło czuć moje ciało.
„I właśnie dlatego ciało puściło.”
To jeden z tych fragmentów książki, przy których sama zatrzymałam się na dłużej.
Bo być może każda z nas ma w swoim życiu moment, w którym ciało zaczęło coś „nosić”.
Nie tylko kilogramy.
„Czytam książkę” — Tom 1 „Bogini Szczęśliwego Ciała”
Ten film jest drugim odcinkiem serii, w której czytam fragmenty pierwszego tomu „Bogini Szczęśliwego Ciała” jeszcze przed jego wydaniem.
Nie chcę pokazywać Wam wyłącznie gotowego rezultatu.
Chcę zabrać Cię do środka procesu powstawania książki — do historii, wspomnień i odkryć, które doprowadziły mnie do zupełnie innego spojrzenia na ciało, wagę i odchudzanie.
To nie jest książka pisana z pozycji kobiety, która „już wszystko wie”.
To książka pisana w drodze.
I właśnie dlatego chcę czytać ją razem z Tobą.
🎥 Obejrzyj 2 odcinek serii „Czytam Tom 1”
i posłuchaj fragmentu o 10 kilogramach, które moje ciało nosiło przez pięć lat.
💬 Napisz w komentarzu:
Czy pamiętasz moment w swoim życiu, kiedy zaczęłaś nosić na sobie coś więcej niż tylko kilogramy?
Może były to narodziny dziecka.
Może rozstanie.
Może śmierć kogoś bliskiego.
Może samotność.
Może poczucie winy.
A może wydarzyło się coś, co do dziś nie połączyłaś ze swoją wagą.
Nie musisz pisać całej historii.
Możesz zostawić jedno zdanie.
A jeśli chcesz śledzić kolejne fragmenty książki – od rękopisu aż do gotowej książki, zasubskrybuj mój kanał na YouTube i zostań ze mną przy kolejnych fragmentach.
Bo ciała nie zmienia się siłą. Zmienia się obecnością.
— Barbara Łukowiak
OBEJRZYJ NA YOUTUBE → https://youtu.be/Mn3vwmAkS7g
P.S. Jeśli ta część książki Cię poruszyła, podziel się nią z innymi kobietami. Transformacja jest jeszcze piękniejsza, gdy robimy ją razem 🦋
Dziękuję Ci, że jesteś i że masz odwagę na zmiany, transformację i miłość do siebie!






